Z podniesioną głową weszła do środka, a księciu nie po¬zostało nic innego, jak podążyć za nią.

mogącej pomóc odnaleźć dziecko - jej własne, i jakiekolwiek inne.
- Teraz już wiemy, ale kwadrans temu nie mieliśmy o tym
Jej lekko rozedrgany żołądek sugerował, że powinna coś
Zrobił to niepewnie, jakby zdarzyło mu się to po raz pierwszy i nie był
przez okno. - Zgaduję, że ten Diaz już wie o Susannie.
an43
Justina wśród tłumu innych dzieci.
jej odnaleźć syna - tylko o wiele, wiele za późno.
an43
406
że wyskakiwała jakaś nagła sprawa, a zazwyczaj tak właśnie było.
* Chociaż obywatel USA nie potrzebuje wizy, aby wjechać na
celów adopcyjnych.
- Dziesięć lat temu Pavon porwał dziecko tej kobiety. Spojrzenie


Tammy odetchnęła głęboko.

36
pomagało, nawet gdy nie było słońca. Patrzenie na ocean też
powierzchni i dać obolałym mięśniom chwilę wytchnienia. Czuła

zmusić się do kłamstwa, Milla zamknęła oczy i pozwoliła zapaść

- Nieprawda. Chris po prostu go nie przedstawił - poprawił go Beck. - A to nie znaczy, że go nie ma. - Poza tym, jaki miał motyw, Wayne? - spytał Rudy detektywa, który umilkł, rozważając znaczenie ostatnich słów Becka. - Nie udało ci się ustalić przyczyny, dla której Chris miałby nastawać na życie Danny'ego. Sayre ledwo się powstrzymała, aby odpowiedzieć szeryfowi za Scotta. Chciała przedstawić im motyw Chrisa, choćby po to, by usunąć grunt spod nóg Becka Merchanta. Nie mogła jednak powiedzieć ani słowa, by nie zawieść zaufania Jessiki DeBlance. Jeżeli kiedykolwiek ta sprawa dotrze do punktu, w którym decyzja sądu będzie zależała od jej zeznań, nie zawaha się. Ale póki mogła tego uniknąć, nie zamierzała w to mieszać Jessiki. - Nadal uważam, że mamy wystarczająco dużo, by przesłuchać go po raz kolejny - upierał się Scott. Szeryf westchnął ciężko. - Przykro mi to mówić, Beck, ale Wayne ma rację. Normalnie przesłuchalibyśmy każdego podejrzanego, żeby zobaczyć, co ma do powiedzenia wobec takich oskarżeń. Nie możemy robić wyjątku dla Chrisa ze względu na to, że jest tym, kim jest. Beck milczał przez chwilę, - Odlewnia jest teraz niczym beczka z prochem - rzekł wreszcie. - Kto wie, jaki zamęt wywołacie, zgarniając Chrisa do wozu patrolowego. Nie rozumiem, czemu miałoby to posłużyć. Jestem przekonany, że wywoła to panikę. - Wobec tego czynię cię odpowiedzialnym za dostarczenie go tutaj - zadecydował Rudy. - Gdy się o tym dowie, na pewno z ochotą zechce skomentować ostatnie oskarżenia. - Pamiętaj, że musi się u nas stawić dzisiaj, bez względu na okoliczności - powiedział szeryf. - Przywiozę go po lunchu. - W takim razie zgoda. Wayne Scott nie wyglądał na zbyt uszczęśIiwionego takim obrotem spraw, ale nie miał wyboru. Musiał zaakceptować te ustalenia. - Boi się pani? - spytał. Sayre spojrzała na niego. - Czy się boję? - Watkins groził pani śmiercią. - Mógł mnie zabić, ale nie zrobił tego. - Na wszelki wypadek wyślę wóz patrolowy przed motel - wtrącił szeryf. - Nie, Rudy. Proszę, nie. - Kiedy Huff się o tym dowie, założę się, że... - Jestem pewna, że mu powiesz - przerwała. - Nie chcę jednak żadnych policjantów przed moimi drzwiami. Nie zgadzam się na to, więc się nie fatyguj. - W takim razie... bądź ostrożna - odparł żałośnie. - Będę. - Wstała. - To wszystko? - Na razie. Skinęła głową na pożegnanie Rudemu i detektywowi, ignorując Becka. Wyszła z posterunku i była już prawie przy swoim czerwonym kabriolecie, gdy usłyszała, jak woła ją po imieniu. Nie zatrzymała się. Dobiegł do niej, kiedy otwierała drzwiczki. Gdy położył jej rękę na ramieniu, odepchnęła go gwałtownie. Zanim jednak miała szansę coś powiedzieć, odezwał się: - Wiem, że jesteś wściekła. - Wściekła to za mało powiedziane. - Rozumiem też dlaczego, ale posłuchaj mnie, Sayre. Przyjmij pomoc Rudego.
Kiedy Mały Książę schował rysunek do kieszeni, Róża poprosiła:
- Nie!

potu. Instynktownie próbowała się cofnąć, ale stali za blisko. Tuż

- Ty się boisz! - odkrył nagle.
zaskakującym przeciwieństwem tego, co dotąd Mały Książę widział na planecie Badacza Łańcuchów. Byli teraz w
Ten uśmiech zadziałał jak promień słońca przedzierają¬cy się przez czarne chmury. Wszystko wydało się nagle mniej ponure, pojawiła się nadzieja na lepsze chwile w jej życiu.